DSC_0326 (Copy)

Uszguli – wioska ze snów. Relacja i informacje praktyczne.

Znacie to uczucie, gdy naoglądacie się zdjęć z jakiegoś miejsca, myśląc, że to raj na ziemi i dopiero po wizycie okazuje się, że rzeczywistość nijak się ma do wyobrażeń? Otóż w przypadku Uszguli, jest zupełnie odwrotnie… Miasteczko wygląda jeszcze piękniej, niż na zdjęciach, choć patrząc na nie, ciężko w to uwierzyć.

DSC_0332 (Copy)Gruzini mówią, że to najwyżej położona wioska w całej Europie (około 2200 m n.p.m.), choć kwestia ta jest dyskusyjna, bo geograficznie kraj znajduje się w Azji. Przez większość zimy dojazd tutaj jest niemożliwy. Nic dziwnego, skoro nawet latem droga pozostawia wiele do życzenia. Kilkadziesiąt rodzin, przez kilka miesięcy jest odcięte od świata. Mieszkańcy muszą mieć spore zapasy, aby przetrwać czas, gdy zalegający śnieg robi z nich zakładników tej maleńkiej wioski. No ale od początku… Przed wizytą w Gruzji nie mieliśmy zbyt dużo oczekiwań i planów, ale akurat Uszguli było jednym z tych miejsc, które musiałam zobaczyć. Będąc w Mestii szukaliśmy najlepszego sposobu by się tam dostać. Okazało się, że syn właściciela w naszym guest housie, może nam zorganizować transport. Wyjechaliśmy około 9 rano i mimo, że to tylko 46 kilometrów, to na miejsce dotarliśmy koło 12. Nie muszę więc opowiadać, że droga była nieco hardcorowa… Wąska droga, z której osuwające się kamienie, spadały prosto do rwącej rzeki, wodospady płynące przez środek i wszechobecne krowy…

Gruzja telefon (Copy)Po drodze było kilka przystanków, a kierowca, mimo wyraźnego kaca, nie szczędził nam opowieści o okolicy. Mijaliśmy maleńką wioskę Khala (o ile można tak nazwać miejsce, w którym stoi 4 domy na krzyż), w której znajdowała się równie mała tysiącletnia cerkiew im. Św. Barbary.

DSC_0187 (Copy)Przed wejściem miły pan dał nam stosowne chustki do przykrycia ramion i czerwone fartuszki na biodra. W środku miejsce może na 10 osób. Świece, zapach kadzideł, freski na popękanych stropach. To miejsce miało w sobie jakąś magię, naznaczone śladami minionych epok.

IMG_20160903_110815 (Copy)DSC_0200 (Copy)Przekraczając próg cerkwi przenosiło się do jakiegoś innego świata… Jednym słowem idealny przedsmak tego, co miało nas spotkać w Uszguli. Wokół znajdowały się groby, a przy niektórych można było zobaczyć naczynia i napoje.

DSC_0209 (Copy)W Gruzji często właśnie tak wspomina się zmarłych, zamiast zniczy kieliszek wina. Mijamy wieżę miłości i kilka porozrzucanych domków, aż wreszcie naszym oczom ukazują się charakterystyczne wieżyczki.

DSC_0333 (Copy)Dawniej chowano się w nich przed najeźdźcami. Drzwi znajdowały się kilka metrów nad ziemią, a w razie ataków drabinę wciągano do środka. Nawet ukochana przez Gruzinów królowa Tamar miała tutaj swoje wieże, zimową i letnią. Przy wjeździe do wioski wita nas mały chłopiec, którego nasz kierowca nazywa największym biznesmenem w całej okolicy. Jak się okazuje ma ze sobą swanetyjską sól. Pachniała tak nieziemsko, że wykupiliśmy cały zapas…

DSC_0271 (Copy)Docieramy do centrum chłonąc otaczające widoki. Kierowca daje nam około 6 godzin, toteż postanawiamy wybrać się na pobliski lodowiec pod Szacharą. Oprócz mnie z Markiem i Mikołaja z Magdą, jest z nami para Niemców i Ukrainka. Droga jest niewyobrażalnie piękna. Idąc wzdłuż rzeki, mijamy obsypane kwieciem polany i zielone zbocza Kaukazu, w cieniu których pasą się krowy…

DSC_0409 (Copy)DSC_0451 (Copy)A wszystko to na tle błękitnego nieba, skąpanych w słońcu chmur. Aż do samego szczytu towarzyszą nam psi przewodnicy, którzy nie odstępują nas na krok… Oprócz takich utrudnień jak przejście przez rzekę, czy ominięcie tarasujących drogę krów, przedzieramy się także przez barszcz sosnowskiego.

IMG_20160903_144440 (Copy)Ostatni odcinek to wąska ścieżka, prowadząca przez gąszcz drzew. Zaraz za nią wyłania się polana pełna polodowcowego gruzu. Docieramy tam po około 3 godzinach marszu. Tylko najwytrwalsi decydują się zobaczyć lodowiec z bliska, bo droga jest naprawdę stroma i kamienista.

IMG_2564 (Copy)Ale ja nie dam rady?! Co prawda większość przeszłam na czworaka, bo ruchome skały co chwilę osuwały się spod stóp. Nabawiłam się też kilku porządnych siniaków, zjeżdżając na łokciach razem z lawiną kamieni. Prawdę mówiąc miałam spore problemy żeby się podnieść, ale nie było czasu na użalanie i całe szczęście w pobliżu znalazła się pomocna dłoń. Wreszcie naszym oczom ukazał się szaro niebieski język lodowca.

DSC_0532 (Copy)W drodze powrotnej słońce kładło się na zboczach gór, serwując nam magiczne widoki. Poznaliśmy także powód, dla którego Mikołaj wyprzedził nas szybkim krokiem… Zimne piwo po wyczerpującej wędrówce, było spełnieniem naszych marzeń.

DSC_0543 (Copy)Musieliśmy tez trochę przyspieszyć, nie mając pewności, czy po przekroczeniu czasu kierowca nam nie odjedzie. Po drodze podpatrywaliśmy życie codzienne mieszkańców, w tym stypę, która powoli dobiegała końca.

IMG_2619 (Copy)Gdy wyruszaliśmy na lodowiec grupa mężczyzn pod cerkwią popijała czaczę. W namiocie mieszczącym kilkaset osób błąkały się świnki, zjadając pozostawione przez ludzi kąski. Wokół beztrosko bawiły się dzieci, nie zwracając uwagi na te „poważne sprawy dorosłych”. Nasz kierowca spał sobie w najlepsze i mieliśmy spory kłopot, żeby go jakoś kulturalnie obudzić.

DSC_0622 (Copy)W końcu się udało i ruszyliśmy z powrotem do Mestii. Po drodze zatrzymaliśmy się, żeby napełnić butelki wodą ze strumienia lub jak kto wolał, czaczą od siedzącej na pobliskiej ławce babuszki. W międzyczasie zaczęło się ściemniać, jednak dzięki nadzwyczajnych zdolności naszego kierowcy bezpiecznie dotarliśmy do Mestii… Czy warto było spędzić kilka godzin w gorącym i trzęsącym aucie, aby choć trochę pobyć w Uszguli? Po stokroć tak! Na koniec kilka informacji praktycznych, które i Wam ułatwią wizytę.

DSC_0394 (Copy)Najważniejsze pytanie, to jak się tam dostać i ile to kosztuje? Standardowy koszt wynajęcia kierowcy z autem to 200 lari. W Mestii można spotkać wielu naganiaczy, którzy oferują swoje usługi. Najwięcej jest ich w okolicy informacji turystycznej. Warto jednak wybrać kogoś sprawdzonego, bo droga pozostawia naprawdę wiele do życzenia. Po kilkunastu kilometrach asfalt zamienia się w polną drogę prowadzącą przez strome zbocza. Oprócz tego nie wiadomo jak długo taki kierowca zechce na nas poczekać. My mieliśmy na miejscu ponad 6 godzin, jednak słyszałam o historiach, gdzie były tylko 3. O ile może na zwiedzenie miasteczka to wystarczy, to na trekking na lodowiec zdecydowanie nie. Tutaj polecamy naszego kierowcę, czyli syna właściciela hostelu Kaldani. Warto też zatrzymać się tam na nocleg (20 lari plus 10 za śniadanie) lub chociaż podpytać o możliwość transportu. Istotna jest także znajomość języków. Gigi opowiadał nam przez drogę historię omijanych miejsc, znał angielski, niemiecki i rosyjski. Co chwilę pytał, czy chcemy zatrzymać się na zdjęcie i dbał o nasze samopoczucie.

DSC_0147 (Copy)W samochodzie mieści się 7 pasażerów, toteż mając komplet zapłaciliśmy po 30 lari od osoby. Biorąc pod uwagę amortyzację samochodu, cena naprawdę przyzwoita! Uszguli powoli otwiera się na turystów toteż można zatrzymać się tam na noc, jednak wtedy za transport trzeba zapłacić dwa razy. Ciekawą opcją jest też trekking z Mestii do Uszguli, który zajmuje 3 lub 4 dni. Podejrzewam, że gdyby nie brak czasu, wybralibyśmy właśnie taki rodzaj transportu. Cóż może następnym razem…