DSC_0309 (Copy)

Czym zaskoczyła nas Gruzja – oczekiwania kontra rzeczywistość.

Gdy przed wyjazdem cytowałam Kapuścińskiego, jeszcze do końca nie wiedziałam, co ma na myśli pisząc: „Wszechobecność gór zmienia prawa optyki. Gruzja wydaje się ogromna, bezgraniczna jak ocean. Góry pomnażają krajobraz. ” Dziś wracam wspomnieniami do widoków i doskonale to rozumiem…

DSC_0346 (Copy)Nasz wyjazd upłyną właśnie pod znakiem gór i na te kilka dni chyba nie mogliśmy wybrać nic piękniejszego, niż Swanetia. Tam właśnie spędziliśmy większość czasu. W Mestii i Usghuli. Na koniec odwiedziliśmy Batumi, rezygnując tym samym z wizyty w Kutaisi. Dlaczego? Cóż, podróż to sztuka wyborów, a wychodzę z założenie, że lepiej zwiedzić jeden region porządnie, niż tracić czas na przejazdach. Zresztą coś czuję, że to nie ostatni raz w Gruzji… Zawsze powtarzam, że każdą podróż tworzą ludzie, toteż tak było i tym razem. Magda i Mikołaj okazali się świetnymi kompanami!

DSC_0525 (Copy)Ciekawi świata, głodni wrażeń i gruzińskiego jedzenia, czyli zupełnie tak jak my. W ciągu dnia wylewaliśmy siódme poty na szlaku (mam wrażenie, że chwilami nawet i ósme), a wieczorem integrowaliśmy się przy gruzińskim winie i lokalnej kuchni. Jest to całkiem dobra wiadomość, bo zawsze wydawało mi się, że najlepiej podróżuje nam się samym. Jak widać wystarczy znaleźć ludzi o zbliżonych upodobaniach i może być bardzo wesoło. Przed wyjazdem zadaliśmy sobie kilka pytań, z nadzieją, że po powrocie uda nam się na nie odpowiedzieć. No to do dzieła!

  1. Czy to prawda, że z fontanny w Batumi płynie czacza?

Legendy głoszą, że tak… Postanowiliśmy więc sami sprawdzić, czy Gruzja to kraina mlekiem i… czaczą płynąca. :) Zwłaszcza, że nazwa fontanny jednoznacznie wskazuje, że to chyba coś więcej, niż tylko plotki. A może „cha, cha” to po prostu dźwięk śmiechu mieszkańców na widok turystów, którzy wierzą, że z fontanny może lać się alkohol?

DSC_0948 (Copy)Postanowiliśmy to sprawdzić i o godzinie 19 stawiliśmy się na miejscu. Jeśli jednak myślicie, że wróciliśmy z bańkami pełnymi alkoholu, to muszę was rozczarować. Albo pan odkręcający magiczny kranik zaspał, albo sezon na darmową czaczę już miną. Pod fontanną siedziała grupka lokalsów, ale najwyraźniej byli przygotowani na taką możliwość, bo mieli ze sobą inne trunki. Po szybkich oględzinach zarządziliśmy odwrót, coby nie wyjść na AA, którzy czekają, aż skapnie im choć jedna kropla. Całe szczęście w Gruzji na brak czaczy nie można narzekać, więc obeszło się bez większych rozczarowań. Mieliśmy przynajmniej okazję ocenić Batumi trzeźwym okiem. :)

2. Jak smakuje tradycyjne, gruzińskie chaczapuri?

Nie będę obiektywna, ale jak na mój gust cała gruzińska kuchnia smakuje wspaniale! Od przyprawionego kolendrą ojakhuri, przez nadziewane mięsem kubdari i na serowym chaczapuri kończąc. Przy czym tego ostatniego dania próbowałam chyba we wszystkich możliwych wariantach, a jest ich całkiem sporo. W bułce, z jajkiem, z masłem i moja ulubiona wersja z ciągnącym się kozim serem w środku.

DSC_1058 (Copy)Czyli taki zapiekany placek, przypominający nieco pizze biance. Bardzo proste, ale przepyszne danie! Najciekawsze jest to, że każdy robi je na swój sposób, dlatego to samo danie w różnych miejscach smakowało inaczej. A, że o gruzińskim jedzeniu mogłabym pisać i pisać, to na ten temat pojawi się oddzielny post.

3. Czy legendy o gruzińskiej gościnności mają oparcie w praktyce?

Zdecydowanie tak. Wszyscy ludzie u których mieliśmy okazję się zatrzymać okazywali nam mnóstwo serdeczności. Najczęściej objawiała się ona w małych, przyjaznych gestach. Mimo, że w Mestii rezerwowałam pokój dla 3 osób (bo tyle początkowo miało nas być) to na miejscu czekało na nas dostawione łóżko. Było zawinięte w folię, więc możliwe, że zakupione specjalnie na nasz przyjazd, gdyż 2 dni wcześniej uprzedziłam w mailu, że będzie nas więcej. Gdy kupowaliśmy w sklepie wino gruzińskie, właściciel zalecił nam picie z jego kieliszków. Nie wspomnę już o przepysznym śniadaniu, w kuchni o gospodarzy, gdzie mogliśmy skosztować lokalnych przysmaków.  Postanowiliśmy zostać w Mestii jeden dzień dłużej, jednak tam, gdzie się zatrzymaliśmy wszystko było już zarezerwowane. Gospodarz obiecał, że coś wymyśli i jak powiedział tak zrobił… Chwilę później zaprowadził nas do sąsiadki, u której mieliśmy się zatrzymać. Starsza pani przyjęła nas z wielką serdecznością, każdy mógł sobie wybrać pokój. My zdecydowaliśmy się na nieco oldschoolową, ale przytulną sypialnię.

DSC_0817 (Copy)I choć nie rozumieliśmy ani słowa po gruzińsku, to kobieta cały czas opowiadała nam coś z entuzjazmem. Kręciła przyjaźnie głową widząc, że nic nie rozumiemy, a w pewnej chwili przyciągnęła mnie do siebie i przytuliła. Tutaj już nie trzeba było rozumieć słów. W Batumi przywitali nas równie miło. W hostelu, gdzie noc kosztowała zaledwie 20 złotych od osoby, czekał na nas bardzo miły pakiet startowy. Butelka wina domowego i dzbanuszek czaczy.

DSC_0913 (Copy)Tutaj też postanowiliśmy zostać dzień dłużej, jednak musieliśmy zmienić pokój. I znów dwuosobowy apartament został przerobiony na 4-osobowe lokum, z kolejnym pakietem startowym… :)

4. Jak wygląda położona najwyżej w Europie osada?

Pytanie dotyczy rzecz jasna Usghuli, czyli ukrytego w cieniu Kaukazu gruzińskiego miasteczka. Jest to co chyba jedno z najbardziej malowniczych miejsc, jakie kiedykolwiek widziałam… Ma się wrażenie, że czas tutaj dawno się zatrzymał.

DSC_0314 (Copy)Nowe technologie i pęd XXI wieku zostały daleko poza zasięgiem bajowej krainy. Murowane wieże pośród zielonych górskich zboczy i obsypanych śniegiem szczytów. Ten widok mówi sam za siebie, a na żywo wręcz odbiera mowę… Choć przejechanie niespełna 50 kilometrów zajęło nam prawie 3 godziny, to naprawdę było warto. Usghuli to inny świat. Więcej na jego temat już niebawem.

5. Czy Batumi, o którym śpiewały Filipinki, rzeczywiście jest miastem ze snów?

Miastem ze snów okazało się wspomniane przed chwilą Usghuli. Postawiło poprzeczkę tak wysoko, ze Batumi choć urocze, to pozostało daleko w tyle. Może dlatego, że w porównaniu z malowniczą Swanetią, każde inne miejsce wypada blado? Batumi kreuje się na miasto przepychu i luksusu, ale na każdym kroku widać, ze przepych ten przenika się z biedą.

DSC_1045 (Copy)Panuje tu dość europejski i turystyczny klimat, choć w dalszym ciągu ludzi jest znacznie mniej, niż nad polskim morzem. W hostelu powiedzieli nam, że to takie gruzińskie Las Vegas i rzeczywiście na każdym kroku spotkać można kasyna. Po zmierzchu oświetlone budynki podkreślają wielkomiejski klimat miasta. Najlepszy widok na taką nocną panoramę rozpościera się z górnej stacji kolejki. Najlepiej jest wybrać się na taki wjazd przed zachodem słońca, aby móc podziwiać go z góry.

DSC_0966 (Copy)Warto też zboczyć ze ścisłego centrum i pobłądzić trochę po odległych uliczkach, żeby poznać prawdziwe oblicze Batumi. No i na koniec pobliski ogród botaniczny, gdzie na łonie natury można odpocząć od miejskiego zgiełku. Co jeszcze warto robić w Batumi? O tym już niebawem! :)

6. Czy Polacy naprawdę są tak bardzo lubiani w Gruzji?

Zdecydowanie tak i każdy nas tutaj zna. Często napotkani ludzie zagadywali nas, skąd jesteśmy i na odpowiedź „z Polski”, reagowali bardzo entuzjastycznie. Niektórzy opowiadali o miastach w których byli,  właściciel hostelu w Mestii odwiedził Warszawę, Kraków i Krynicę. Warto zaznaczyć, że mamy w Gruzji kilka polskich akcentów, pomników i ulic. Np. w Batumi znajdziemy ulicę Lecha i Marii Kaczyńskich, a w Tibilisi nawet pomnik prezydenta.

DSC_1251 (Copy)Oprócz tego najwięcej ludzi kojarzyło nas po Lewandowskim. W restauracjach natomiast słyszeliśmy o Magdzie Gessler i Makłowiczu. Jedna pani miała nawet pamiątkowy zeszyt, w którym pochwaliła się autografami. To właśnie polskich wpisów było tam chyba najwięcej.

I na koniec pytanie z poza listy. Czy warto odwiedzić Gruzję? Po stokroć tak! Zawsze marzyłam o wizycie w tym kraju i teraz wiem, że słusznie. Choć na pierwszy rzut oka, wydaje się on raczej biedny, to ma w sobie bogactwa, które aż się proszą by je odkryć. Krajobrazy, ludzie, prostota życia…

DSC_0276 (Copy)