DSC_2439 (Copy)

Warszawa nieznana – Morysin

Kolega z pracy, znający już nieco moje podróżnicze zamiłowania, powiedział, że gdzieś w okolicy Wilanowa widać starą, opuszczoną budowlę… Nie musiał mi tego powtarzać dwa razy. Gdy tylko przyszedł weekend wzięliśmy rowery i ruszyliśmy, aby zobaczyć ją z bliska. Początkowo sielankowa droga, prowadząca przez pola i lasy, szybko zmieniła się w mało przyjazną ścieżkę, biegnącą pośród pokrzyw i mokradeł, przez które wcale nie tak łatwo było przejechać… Daliśmy jednak radę, a sielankowe widoki zrekompensowały nasz wysiłek.

DSC_2386 (Copy) DSC_2380 (Copy) DSC_2397 (Copy) DSC_2394 (Copy) DSC_2390 (Copy)Powiedzielibyście, że takie urocze miejsca są w Warszawie? Park leśny Morysin urzeka ciszą, spokojem i wszechobecnością natury. Dawniej ten dziewiczy teren porośnięty był lasem i pełnił funkcję zwierzyńca. Na początku XIX wieku, ówczesny właściciel Wilanowa – Stanisław Potocki, przekształcił jego część w park.

DSC_2406 (Copy)Następny etap wycieczki wypełniony był „ałajami” i „ojojami”, bo musieliśmy pokonać drogę usłaną… pokrzywami. :) Po tej dość bolesnej przeprawie, dotarliśmy na miejsce…

DSC_2401 (Copy) DSC_2439 (Copy)Spośród drzew wyłoniła się potężna, neogotycka brama z czerwonej cegły. Jej powstanie szacuje się na 1846 rok, jednak od czasów wojny budowla popada w ruinę. Na nieco już zniszczonych murach widać liczne herby rodu Potockich i Lubomirskich. W środku natomiast znajduje się prowizoryczny stolik i talia rozrzuconych kart. Widać, że ktoś tu sobie umila wolny czas.

DSC_2408 (Copy)100ANDRO5 (Copy)DSC_2415 (Copy) 100ANDRO6 (Copy)Budowla dawniej pełniła funkcje bramy wjazdowej na teren Pałacu Morysin. Mieściło się tu także mieszkanie stróża. Po szczegółowych oględzinach ruszyliśmy dalej, wzdłuż pola golfowego, znajdując co chwilę jakieś zagubione piłeczki. Jadąc przez las trafiliśmy także na opuszczoną przyczepę, otoczoną dziesiątkami kolorowych uli… Czyżby mieszkał tam jakiś miłośnik pszczół? Nie byłabym sobą nie wchodząc do środka… I choć prowizoryczne mieszkanko okazało się niemal puste, to ule miały bzyczących lokatorów. Najwyraźniej ktoś musi doglądać tej kolorowej produkcji leśnego miodu. Ojjjj jadłabym! :)

DSC_2454 (Copy)DSC_2452 (Copy) DSC_2449 (Copy)DSC_2443 (Copy)DSC_2445 (Copy)
Jadąc dalej dotarliśmy aż nad Wisłę. Wiecie, że mamy w Warszawie plażę nudystów? Tak, ja też byłam zaskoczona. Musicie wierzyć na słowo, bo zdjęć nie będzie. :) Prawdę mówiąc nie przypuszczałam, że w stolicy można trafić na tak klimatyczne miejsca! Oczywiście mam na myśli Morysin… :) Jeśli więc jeszcze tam nie byliście, to koniecznie go odwiedźcie. Warto!